czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 5


                              ROZDZIAŁ 5
  Przed moimi drzwiami stał Ian. W sumie nigdy mnie jeszcze nie odwiedził, dlatego byłam aż tak zdziwiona. Po chwili wahania wpuściłam go do mojego pokoju. Byłam sama, ponieważ Sanny nie zwiała z lekcji po obiedzie, w przeciwieństwie do mnie.
  Chłopak wszedł spokojnie i bez pytania usiadł na moim łóżku. Spojrzał na mnie smutno. Nagle jego duże, niebieskie oczy zmieniły barwę, z przeszywającego błękitu na kolor morskiej toni wodnej. Jeszcze raz spojrzał na mnie smutno. Otworzył usta. Z jego rozchylonych lekko warg zaczęły jak wartki potok wypływać słowa, ledwo nadążałam.
-Pewnego dnia ONA stała nad oceanem. Patrzała na ten niebieski kolor, bezkresny błękit, groźny granat i delikatny, lekko zielony odcień flory i fauny morskiej. Zadawała sobie pytanie „Po co to wszystko? Co mnie tutaj trzyma?”. Jego ostatnie słowa. To była odpowiedź. „Przepraszam. Nigdy tego nie chciałem. Kocham cię”. Wtedy zobaczyła chłopaka stojącego przy brzegu. Jeśli ją można by było porównać do morza, raz spokojne, raz gniewne, raz szczęśliwe, raz smutne, jego nie można było porównać do czegokolwiek innego. Był wspaniały. Wysoki, dobrze zbudowany, jego ciemne, praktycznie czarne, włosy rozwiewał wiatr.
Nagle podbiegła do niego jakaś dziewczyna, wydawali się tacy szczęśliwi. Z JEJ oczu w jednej chwili pociekły łzy. Przypomniała sobie swojego ukochanego, kogoś za kogo mogła by zaryzykować własne zdrowie. Ale to on zdradził, nie ona. Ale to ona nie umiała wybaczyć. Gdy chciała wracać zobaczyła twarz ciemnowłosego chłopaka. Widziała tą twarz. Znała ją. Jej usta wybadały ją centymetr po centymetrze. Nie mogła w to uwierzyć. To był ON. Mimo że chłopak nie otworzył jeszcze oczu wiedziała co zobaczy. Mimo wszystko nie mogła się powstrzymać by jeszcze raz nie spojrzeć mu w te czekoladowe paczadła. Uciekła. Znów. Znów s t c h ó r z y ł a. Mogła porozmawiać, mogła wyjaśnić. Ale, w sumie, co tu wyjaśniać? Ona ułożyła sobie życie na nowo, miała chłopaka. On ułożył sobie życie na nowo. Bez niej. Biegła biegła biegła.  Ta łagodna i strachliwa dziewczyna nie wytrzymała i wiedziała, że gdyby tutaj została mogłaby cierpieć. Odeszła, po cichu, nikt nie wiedział, że ona tam była. Nikt. N i k t. Usłyszała wołanie, ciche krzyki wołające ją. J e j imię. To od niej zależało co teraz zrobi. To ona miała decydować o swoim losie.       
  -Kurde! Ian! PRZESTAŃ!- Wydarłam się mu prosto do ucha, nieźle wystraszona tą bajeczką. Nie chciałam się przekonać co się stanie.- Co ty mi tu za bzdury opowiadasz?!
Nie wiedzieć czemu z moich oczu pociekły łzy. Byłam zdenerwowana i zdezorientowana i nie umiałam się uspokoić. Czułam się dziwnie powiązana z tą historią..Ale on jeszcze nie skończył.
-Pisząc historię swojego życia nie pozwól nikomu decydować co ma się stać na drugiej stronie i pamiętaj, życie toczy się dalej, nawet po śmierci. To co zrobisz tu, na ziemi będzie tylko zaczątkiem tego, co zdarzy się gdzieś tam, dalej.
-Sama sterujesz swoim losem.- To zdanie było bezpośrednio do mnie. Odskoczyłam przerażona, bo w tym momencie oczy Iana odzyskały normalną barwę.
On doskonale wiedział co robić. Delikatnie objął ją ramieniem i otarł mi łzy, aby mnie pocieszyć.
-Przepraszam.- Wyszeptał.- Kiedyś w mojej rodzinie była osoba, która przepowiadała przyszłość bardzo dokładnie
i precyzyjnie. Ja nawet nie wiem co ci opowiedziałem. Mam nadzieję że to nie było nic strasznego?- Spytał się z nadzieją.
-Nie, wcale.- Skłamałam. Patrzyłam na jego pełne strachu i powagi oczy. Nie mogłam mu powiedzieć co mi opowiedział. Niby nie było w tym nic strasznego, ale i tak nie wiedziałam co o tym myśleć.
-To dobrze! Nawet nie wiesz jak się przeraziłem, gdy zobaczyłem cię w swoim pokoju całą zapłakaną. Normalnie bałem się co ci powiedziałem. Niekiedy mam takie odpały które niestety albo stety, się sprawdzają. -Ale dlaczego opowiedziałeś mi tę historię?
On przekrzywił głowę.
-To nie byłem ja.- Stwierdził.- To był mój dziadek. Albo raczej jego geny. Poza tym to nie historia, tylko przyszłość. Nie wiem czy twoja. Pożyjemy zobaczymy. Ale pamiętaj: sama sterujesz swoim losem.-Mówiąc to, wyszedł machając mi na pożegnanie.
-Mam nadzieję że nie moja.- Mruknęłam pod nosem gdy kolega opuścił mój pokój. 



Czytasz?=Komentujesz!

1 komentarz: