ROZDZIAŁ CZWARTY
Biegłam ulicami Pragi. Moje
nogi wydawały cichy, stłumiony odgłos stąpając po kocich łbach. Na ramieniu
czułam ciężar torby, a w głowie szumiały mi słowa mojej małej siostrzyczki „Ale
nie zostawisz mnie, prawda?”. „Nie, nie, oczywiście że nie. Jakżebym mogła?”.
Właśnie złamałam dane jej słowo. Mimo wszystko biegłam dalej. Już nigdy jej nie
spotkam. Umarła. Przed oczami stanęła mi jej twarz.
Chciałam się w końcu wybudzić, przecież to nie może
dziać się jeszcze raz!
Nagle moje oczy oświetlił blask lamp. Ale to nie był
taki blask, jak wtedy, jak tamtych lampek policyjnych. Ten blask był inny,
bardziej specyficzny, mieniący się, taki, taki straszny. Nagle snop światła
zmienił się w istną burze odcieni jasnej żółci, złota i bieli. Z tej chmury
wyłoniła się twarz mojej matki. Później ojca, a następnie Austina, mojego
brata. Jeszcze raz ukazała mi się twarz mojej siostry. A wszystkie te twarze,
usta, coś chciały mi przekazać. Skoncentrowałam się na ruchach warg.
Zrozumiałam. „Ratunku, nie chcemy być tu sami.”, „Zabiłaś nas, już wkrótce do nas dołączysz!”.
Tak, to może być prawda,
zabiłam ich. To ja chciałam by pojechali w góry abym w końcu mogła mieć spokój.
To ja chciałam tego wszystkiego.
Tylko jedna twarz wyglądała troszeczkę inaczej. Twarz
mojej babki. „To wszystko nie jest prawdą, kochana! Nie słuchaj ich.” Gdy
znikała, jeszcze szeptała: „Jesteś gotowa.”
Ale na co?!
Obudziłam się z krzykiem zlana potem. Nad sobą
zobaczyłam twarz mojej koleżanki która trzymała kubek wody.
-Jezu, Rena, nic ci nie
jest?- Sanny była przerażona. Spojrzałam do lusterka. Nie dziwiłam się jej,
byłam cała blada, a na dodatek się darłam.
-Nie, spokojnie, dziękuje.-
Powiedziałam, biorąc od niej kubek.
Spojrzałam na zegarek. Była
5:27.
-Hmm, i tak powinny byśmy w
końcu wstać.- Powiedziała, abym nie czuła się winna temu, że ją obudziłam.
-Och, no chyba masz rację.-
Powiedziałam niepewnie.
Zapaliłam światło i zaglądnęłam do naszej wspólnej szafy.
Wyciągnęłam dla siebie białą koszulkę z połową serca, Sanny ubrała taką samą,
tylko że czarną. Do tego ciemne, krótkie spodenki, czarne botki a także zielone
brązoletki, naszyjnik, kolczyki i okulary tego samego koloru. Moje brązowe
włosy związałam w koński ogon, lekko podmalowałam moje duże, niebieskie oczy i
już byłam gotowa. Z moją przyjaciółką wyglądałyśmy jak clowny. Ona miała czarną
bluzkę - ja białą, ona miała długie, białe spodnie - ja krótkie i czarne. Tylko
jaj dodatki były czerwone, a moje koloru zielonego jabłuszka. Nie pytała
dlaczego krzyczałam, nigdy nie pytała i za to ją kochałam :*.
Na
śniadaniu było jak zwykle. Rozmowy z Canderine i Ianem, ignorowanie Kici. Nic
nowego. Tylko nigdzie nie mogłam wypatrzeć Mika. Miałam nadzieję, że to, co
wczoraj pomiędzy nami zaszło dało się jakoś wytłumaczyć, ale nie było go. Cóż,
jego strata.
-Hej, Rena, dlaczego nie było
cię wczoraj na próbie?- Z mojego otępienia wyrwał mnie głos Toma.-Odpowiesz mi
czy nie?
-Hmm, no wiesz.. źle się
poczułam.
-Acha, no spoko, ale kto jak
kto, ty chyba wiesz że nie można ich opuszczać, prawda?- Spytał się mnie. Nigdy
w stosunku do mnie nie był taki. Taki jakiś.. ostry?
Popatrzał się na mnie krzywo.
O co do jasnej cholery mu chodziło?
Po śniadaniu chciałam iść
porozmawiać z Mikiem, ale nie zastałam go w jego pokoju. Ponownie tego dnia pomyślałam : „Jego strata”,
gdy ktoś wszedł do pomieszczenia. Ze zdumieniem spostrzegłam że to Katy.
-A ty tu czego?- Spytałam się
jej. Nie byłam zbyt uprzejma, fakt.
-To raczej ja powinnam się
spytać. Czego szukasz w pokoju mojego chłopaka?- Spytała, lekko unosząc brew.
-Twojego kogo?- Spytałam
zbita z tropu.-Chłopaka? Jak? Przecież. Wy. Ty. On. Razem?- Dukałam jak jakaś
debilka.-Od kiedy?
-Od wczoraj. Fajnie, prawda?-
Widziała mój szok i to, że nie jestem z tego faktu zadowolona.
Otrząsnęłam się.
-Och cudownie. Szkoda tylko
że chodząc z tobą wyrywa i całuje piętnaście innych lasek.- Powiedziałam, już
opanowana, i wyminęłam zdezorientowaną Katy.
Wróciłam do mojego pokoju, założyłam słuchawki na uszy i włączyłam
mój mózg. Nie wiedziałam dlaczego ale czułam się winna za to całe wczorajsze
zajście, za to, że uciekłam, gdy on chciał być miły i miał mi coś do
powiedzenia. A także za to, co powiedziałam Katy. Powiedziałam jej prawdę, że
mnie całował, że stwierdził że mnie kocha, ale i tak byłam na siebie zła. Może
zniszczyłam ich związek?
Zmęczona zeszłam na obiad. W głowie szumiały mi słowa piosenki "All
about us". Nie wiem dlaczego,
ale gdzieś tam, w mojej głowie,
miałam nadzieję że Mike się pojawi. Nie było go na śniadaniu a przecież musi
coś jeść. Nagle poczułam, że coś wpada na mnie z całej dostępnej siły.
-Au!- Wymsknęło mi się.-
Uważaj jak chodzisz id..-Nie dane mi było dokończyć.- Mike, to ty?
Spojrzał na mnie tymi swoimi
zielonymi ślepiami.
-Jezu, nic ci nie jest?-
Spytałam się go przerażona i.. zarzuciłam mu ręce na szyje.
To, moim zdanie myło
najgorsze co mogłam zrobić, ale nie mogłam się powstrzymać i delikatnie
pogłaskałam go po roztrzaskanym policzku.
-Gdzie byłeś? Martwiłam się!
Co się stało? Czy coś cię boli?- I w końcu,- Przepraszam Mike.
Wydawał się mile zaskoczony
tym, że się do niego przytuliłam, a także tym że martwiłam się o niego. W końcu
odpowiedział.
-Nie nic mi nie jest tylko,
uderzyłam się o.. o szafkę!
Skłamał, widziałam to ale
wolałam nie drążyć tematu.
-Acha- Odparłam tylko.
Zapadła chwila ciszy. Staliśmy na korytarzu sami. Wszyscy weszli
już do stołówki, ale mi jakoś się nie śpieszyło.
Po kilkudziesięciu sekundach
coś zaczęło się między nami dziać. Mike gwałtownie przysunął się do mnie.
Opuszkiem palców przejechał po mojej dolnej wardze, jakby ją badał. Nagle
zbliżył się tak, że nasze twarze dzieliło zaledwie dziesięć centymetrów.
-Chcesz tego?- Spytał.-Czy
chcesz tego pocałunku?
Nic nie odpowiedziałam, nie
byłam w stanie, tak byłam zaskoczona.
Wtedy jego wargi złączyły się z moimi. Jego język jeździł po moim a
także po wewnętrznej stronie moich ust. Całował tak cudnie, że nie umiałam
oddychać. Jego silne i umięśnione ręce przyciągnęły mnie do jego klatki
piersiowej. Nasze piersi stykały się a jego ręce spoczywały na moich plecach.
Nagle on przygryzł mi delikatnie dolną wargę, nasze spojrzenia skrzyżowały się.
Byłam na granicy euforii. Oddałam ten pocałunek, by zyskać następny ze strony
Mike’a.
Nagle w jednym momencie się opamiętałam. Przypomniałam sobie że on
ma dziewczynę, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Lekko odepchnęłam go od siebie.
-Przepraszam- Tylko te słowa
wydobywają się z moich ust, tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
On patrzył na mnie. Tylko i
wyłącznie p a t r z y ł. Ale właśnie to spojrzenie zadawało mi tyle bólu.
Nienawidziłam siebie za to, że aż tak ranię ludzi dookoła, że nie potrafię mu
powiedzieć „Kocham cię”. Nie potrafię,
bo się boję. Po prostu jestem tchórzem. Odwróciłam się i popędziłam do pokoju
nie patrząc na Mike’a.
Drzwi zamknęłam
na klucz. Po chwili ktoś dobijał się do nich. Byłam skołowana, nie mam pojęcia,
czy to Mike, czy ktoś inny, ale nie chciałam otwierać. Ale ja zawsze wszystko
musze zrobić na opak. Cichutko podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Stanęłam jak
wryta.. Czytasz?=Komentujesz! Dla nas to jest potężna motywacja :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz