czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 4


ROZDZIAŁ CZWARTY
  Biegłam ulicami Pragi. Moje nogi wydawały cichy, stłumiony odgłos stąpając po kocich łbach. Na ramieniu czułam ciężar torby, a w głowie szumiały mi słowa mojej małej siostrzyczki „Ale nie zostawisz mnie, prawda?”. „Nie, nie, oczywiście że nie. Jakżebym mogła?”. Właśnie złamałam dane jej słowo. Mimo wszystko biegłam dalej. Już nigdy jej nie spotkam. Umarła. Przed oczami stanęła mi jej twarz.
 Chciałam się w końcu wybudzić, przecież to nie może dziać się jeszcze raz!
Nagle moje oczy oświetlił blask lamp. Ale to nie był taki blask, jak wtedy, jak tamtych lampek policyjnych. Ten blask był inny, bardziej specyficzny, mieniący się, taki, taki straszny. Nagle snop światła zmienił się w istną burze odcieni jasnej żółci, złota i bieli. Z tej chmury wyłoniła się twarz mojej matki. Później ojca, a następnie Austina, mojego brata. Jeszcze raz ukazała mi się twarz mojej siostry. A wszystkie te twarze, usta, coś chciały mi przekazać. Skoncentrowałam się na ruchach warg. Zrozumiałam. „Ratunku, nie chcemy być tu sami.”, „Zabiłaś nas, już  wkrótce do nas dołączysz!”.
Tak, to może być prawda, zabiłam ich. To ja chciałam by pojechali w góry abym w końcu mogła mieć spokój. To ja chciałam tego wszystkiego.
Tylko jedna twarz wyglądała troszeczkę inaczej. Twarz mojej babki. „To wszystko nie jest prawdą, kochana! Nie słuchaj ich.” Gdy znikała, jeszcze szeptała: „Jesteś gotowa.”
Ale na co?!
  Obudziłam się z krzykiem zlana potem. Nad sobą zobaczyłam twarz mojej koleżanki która trzymała kubek wody.
-Jezu, Rena, nic ci nie jest?- Sanny była przerażona. Spojrzałam do lusterka. Nie dziwiłam się jej, byłam cała blada, a na dodatek się darłam.
-Nie, spokojnie, dziękuje.- Powiedziałam, biorąc od niej kubek.
Spojrzałam na zegarek. Była 5:27.
-Hmm, i tak powinny byśmy w końcu wstać.- Powiedziała, abym nie czuła się winna temu, że ją obudziłam.
-Och, no chyba masz rację.- Powiedziałam niepewnie.
  Zapaliłam światło i zaglądnęłam do naszej wspólnej szafy. Wyciągnęłam dla siebie białą koszulkę z połową serca, Sanny ubrała taką samą, tylko że czarną. Do tego ciemne, krótkie spodenki, czarne botki a także zielone brązoletki, naszyjnik, kolczyki i okulary tego samego koloru. Moje brązowe włosy związałam w koński ogon, lekko podmalowałam moje duże, niebieskie oczy i już byłam gotowa. Z moją przyjaciółką wyglądałyśmy jak clowny. Ona miała czarną bluzkę - ja białą, ona miała długie, białe spodnie - ja krótkie i czarne. Tylko jaj dodatki były czerwone, a moje koloru zielonego jabłuszka. Nie pytała dlaczego krzyczałam, nigdy nie pytała i za to ją kochałam :*. 
  Na śniadaniu było jak zwykle. Rozmowy z Canderine i Ianem, ignorowanie Kici. Nic nowego. Tylko nigdzie nie mogłam wypatrzeć Mika. Miałam nadzieję, że to, co wczoraj pomiędzy nami zaszło dało się jakoś wytłumaczyć, ale nie było go. Cóż, jego strata.
-Hej, Rena, dlaczego nie było cię wczoraj na próbie?- Z mojego otępienia wyrwał mnie głos Toma.-Odpowiesz mi czy nie?
-Hmm, no wiesz.. źle się poczułam.
-Acha, no spoko, ale kto jak kto, ty chyba wiesz że nie można ich opuszczać, prawda?- Spytał się mnie. Nigdy w stosunku do mnie nie był taki. Taki jakiś.. ostry?
Popatrzał się na mnie krzywo. O co do jasnej cholery mu chodziło?
   Po śniadaniu chciałam iść porozmawiać z Mikiem, ale nie zastałam go w jego pokoju.  Ponownie tego dnia pomyślałam : „Jego strata”, gdy ktoś wszedł do pomieszczenia. Ze zdumieniem spostrzegłam że to Katy.
-A ty tu czego?- Spytałam się jej. Nie byłam zbyt uprzejma, fakt.
-To raczej ja powinnam się spytać. Czego szukasz w pokoju mojego chłopaka?- Spytała, lekko unosząc brew.
-Twojego kogo?- Spytałam zbita z tropu.-Chłopaka? Jak? Przecież. Wy. Ty. On. Razem?- Dukałam jak jakaś debilka.-Od kiedy?
-Od wczoraj. Fajnie, prawda?- Widziała mój szok i to, że nie jestem z tego faktu zadowolona. 
Otrząsnęłam się.
-Och cudownie. Szkoda tylko że chodząc z tobą wyrywa i całuje piętnaście innych lasek.- Powiedziałam, już opanowana, i wyminęłam zdezorientowaną Katy.
  Wróciłam do mojego pokoju, założyłam słuchawki na uszy i włączyłam mój mózg. Nie wiedziałam dlaczego ale czułam się winna za to całe wczorajsze zajście, za to, że uciekłam, gdy on chciał być miły i miał mi coś do powiedzenia. A także za to, co powiedziałam Katy. Powiedziałam jej prawdę, że mnie całował, że stwierdził że mnie kocha, ale i tak byłam na siebie zła. Może zniszczyłam ich związek?
  Zmęczona zeszłam na obiad. W głowie szumiały mi słowa piosenki "All about us". Nie wiem dlaczego, ale gdzieś tam,      w mojej głowie, miałam nadzieję że Mike się pojawi. Nie było go na śniadaniu a przecież musi coś jeść. Nagle poczułam, że coś wpada na mnie z całej dostępnej siły.
-Au!- Wymsknęło mi się.- Uważaj jak chodzisz id..-Nie dane mi było dokończyć.- Mike, to ty?
Spojrzał na mnie tymi swoimi zielonymi ślepiami.
-Jezu, nic ci nie jest?- Spytałam się go przerażona i.. zarzuciłam mu ręce na szyje.
To, moim zdanie myło najgorsze co mogłam zrobić, ale nie mogłam się powstrzymać i delikatnie pogłaskałam go po roztrzaskanym policzku.
-Gdzie byłeś? Martwiłam się! Co się stało? Czy coś cię boli?- I w końcu,- Przepraszam Mike.
Wydawał się mile zaskoczony tym, że się do niego przytuliłam, a także tym że martwiłam się o niego. W końcu odpowiedział.
-Nie nic mi nie jest tylko, uderzyłam się o.. o szafkę!
Skłamał, widziałam to ale wolałam nie drążyć tematu.
-Acha- Odparłam tylko.
  Zapadła chwila ciszy. Staliśmy na korytarzu sami. Wszyscy weszli już do stołówki, ale mi jakoś się nie śpieszyło.
Po kilkudziesięciu sekundach coś zaczęło się między nami dziać. Mike gwałtownie przysunął się do mnie. Opuszkiem palców przejechał po mojej dolnej wardze, jakby ją badał. Nagle zbliżył się tak, że nasze twarze dzieliło zaledwie dziesięć centymetrów.  
-Chcesz tego?- Spytał.-Czy chcesz tego pocałunku?
Nic nie odpowiedziałam, nie byłam w stanie, tak byłam zaskoczona.
  Wtedy jego wargi złączyły się z moimi. Jego język jeździł po moim a także po wewnętrznej stronie moich ust. Całował tak cudnie, że nie umiałam oddychać. Jego silne i umięśnione ręce przyciągnęły mnie do jego klatki piersiowej. Nasze piersi stykały się a jego ręce spoczywały na moich plecach. Nagle on przygryzł mi delikatnie dolną wargę, nasze spojrzenia skrzyżowały się. Byłam na granicy euforii. Oddałam ten pocałunek, by zyskać następny ze strony Mike’a.
  Nagle w jednym momencie się opamiętałam. Przypomniałam sobie że on ma dziewczynę, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Lekko odepchnęłam go od siebie.
-Przepraszam- Tylko te słowa wydobywają się z moich ust, tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
On patrzył na mnie. Tylko i wyłącznie p a t r z y ł. Ale właśnie to spojrzenie zadawało mi tyle bólu. Nienawidziłam siebie za to, że aż tak ranię ludzi dookoła, że nie potrafię mu powiedzieć      „Kocham cię”. Nie potrafię, bo się boję. Po prostu jestem tchórzem. Odwróciłam się i popędziłam do pokoju nie patrząc na Mike’a.
  Drzwi zamknęłam na klucz. Po chwili ktoś dobijał się do nich. Byłam skołowana, nie mam pojęcia, czy to Mike, czy ktoś inny, ale nie chciałam otwierać. Ale ja zawsze wszystko musze zrobić na opak. Cichutko podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Stanęłam jak wryta.. 

Czytasz?=Komentujesz! Dla nas to jest potężna motywacja :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz