czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 5


                              ROZDZIAŁ 5
  Przed moimi drzwiami stał Ian. W sumie nigdy mnie jeszcze nie odwiedził, dlatego byłam aż tak zdziwiona. Po chwili wahania wpuściłam go do mojego pokoju. Byłam sama, ponieważ Sanny nie zwiała z lekcji po obiedzie, w przeciwieństwie do mnie.
  Chłopak wszedł spokojnie i bez pytania usiadł na moim łóżku. Spojrzał na mnie smutno. Nagle jego duże, niebieskie oczy zmieniły barwę, z przeszywającego błękitu na kolor morskiej toni wodnej. Jeszcze raz spojrzał na mnie smutno. Otworzył usta. Z jego rozchylonych lekko warg zaczęły jak wartki potok wypływać słowa, ledwo nadążałam.
-Pewnego dnia ONA stała nad oceanem. Patrzała na ten niebieski kolor, bezkresny błękit, groźny granat i delikatny, lekko zielony odcień flory i fauny morskiej. Zadawała sobie pytanie „Po co to wszystko? Co mnie tutaj trzyma?”. Jego ostatnie słowa. To była odpowiedź. „Przepraszam. Nigdy tego nie chciałem. Kocham cię”. Wtedy zobaczyła chłopaka stojącego przy brzegu. Jeśli ją można by było porównać do morza, raz spokojne, raz gniewne, raz szczęśliwe, raz smutne, jego nie można było porównać do czegokolwiek innego. Był wspaniały. Wysoki, dobrze zbudowany, jego ciemne, praktycznie czarne, włosy rozwiewał wiatr.
Nagle podbiegła do niego jakaś dziewczyna, wydawali się tacy szczęśliwi. Z JEJ oczu w jednej chwili pociekły łzy. Przypomniała sobie swojego ukochanego, kogoś za kogo mogła by zaryzykować własne zdrowie. Ale to on zdradził, nie ona. Ale to ona nie umiała wybaczyć. Gdy chciała wracać zobaczyła twarz ciemnowłosego chłopaka. Widziała tą twarz. Znała ją. Jej usta wybadały ją centymetr po centymetrze. Nie mogła w to uwierzyć. To był ON. Mimo że chłopak nie otworzył jeszcze oczu wiedziała co zobaczy. Mimo wszystko nie mogła się powstrzymać by jeszcze raz nie spojrzeć mu w te czekoladowe paczadła. Uciekła. Znów. Znów s t c h ó r z y ł a. Mogła porozmawiać, mogła wyjaśnić. Ale, w sumie, co tu wyjaśniać? Ona ułożyła sobie życie na nowo, miała chłopaka. On ułożył sobie życie na nowo. Bez niej. Biegła biegła biegła.  Ta łagodna i strachliwa dziewczyna nie wytrzymała i wiedziała, że gdyby tutaj została mogłaby cierpieć. Odeszła, po cichu, nikt nie wiedział, że ona tam była. Nikt. N i k t. Usłyszała wołanie, ciche krzyki wołające ją. J e j imię. To od niej zależało co teraz zrobi. To ona miała decydować o swoim losie.       
  -Kurde! Ian! PRZESTAŃ!- Wydarłam się mu prosto do ucha, nieźle wystraszona tą bajeczką. Nie chciałam się przekonać co się stanie.- Co ty mi tu za bzdury opowiadasz?!
Nie wiedzieć czemu z moich oczu pociekły łzy. Byłam zdenerwowana i zdezorientowana i nie umiałam się uspokoić. Czułam się dziwnie powiązana z tą historią..Ale on jeszcze nie skończył.
-Pisząc historię swojego życia nie pozwól nikomu decydować co ma się stać na drugiej stronie i pamiętaj, życie toczy się dalej, nawet po śmierci. To co zrobisz tu, na ziemi będzie tylko zaczątkiem tego, co zdarzy się gdzieś tam, dalej.
-Sama sterujesz swoim losem.- To zdanie było bezpośrednio do mnie. Odskoczyłam przerażona, bo w tym momencie oczy Iana odzyskały normalną barwę.
On doskonale wiedział co robić. Delikatnie objął ją ramieniem i otarł mi łzy, aby mnie pocieszyć.
-Przepraszam.- Wyszeptał.- Kiedyś w mojej rodzinie była osoba, która przepowiadała przyszłość bardzo dokładnie
i precyzyjnie. Ja nawet nie wiem co ci opowiedziałem. Mam nadzieję że to nie było nic strasznego?- Spytał się z nadzieją.
-Nie, wcale.- Skłamałam. Patrzyłam na jego pełne strachu i powagi oczy. Nie mogłam mu powiedzieć co mi opowiedział. Niby nie było w tym nic strasznego, ale i tak nie wiedziałam co o tym myśleć.
-To dobrze! Nawet nie wiesz jak się przeraziłem, gdy zobaczyłem cię w swoim pokoju całą zapłakaną. Normalnie bałem się co ci powiedziałem. Niekiedy mam takie odpały które niestety albo stety, się sprawdzają. -Ale dlaczego opowiedziałeś mi tę historię?
On przekrzywił głowę.
-To nie byłem ja.- Stwierdził.- To był mój dziadek. Albo raczej jego geny. Poza tym to nie historia, tylko przyszłość. Nie wiem czy twoja. Pożyjemy zobaczymy. Ale pamiętaj: sama sterujesz swoim losem.-Mówiąc to, wyszedł machając mi na pożegnanie.
-Mam nadzieję że nie moja.- Mruknęłam pod nosem gdy kolega opuścił mój pokój. 



Czytasz?=Komentujesz!

Rozdział 4


ROZDZIAŁ CZWARTY
  Biegłam ulicami Pragi. Moje nogi wydawały cichy, stłumiony odgłos stąpając po kocich łbach. Na ramieniu czułam ciężar torby, a w głowie szumiały mi słowa mojej małej siostrzyczki „Ale nie zostawisz mnie, prawda?”. „Nie, nie, oczywiście że nie. Jakżebym mogła?”. Właśnie złamałam dane jej słowo. Mimo wszystko biegłam dalej. Już nigdy jej nie spotkam. Umarła. Przed oczami stanęła mi jej twarz.
 Chciałam się w końcu wybudzić, przecież to nie może dziać się jeszcze raz!
Nagle moje oczy oświetlił blask lamp. Ale to nie był taki blask, jak wtedy, jak tamtych lampek policyjnych. Ten blask był inny, bardziej specyficzny, mieniący się, taki, taki straszny. Nagle snop światła zmienił się w istną burze odcieni jasnej żółci, złota i bieli. Z tej chmury wyłoniła się twarz mojej matki. Później ojca, a następnie Austina, mojego brata. Jeszcze raz ukazała mi się twarz mojej siostry. A wszystkie te twarze, usta, coś chciały mi przekazać. Skoncentrowałam się na ruchach warg. Zrozumiałam. „Ratunku, nie chcemy być tu sami.”, „Zabiłaś nas, już  wkrótce do nas dołączysz!”.
Tak, to może być prawda, zabiłam ich. To ja chciałam by pojechali w góry abym w końcu mogła mieć spokój. To ja chciałam tego wszystkiego.
Tylko jedna twarz wyglądała troszeczkę inaczej. Twarz mojej babki. „To wszystko nie jest prawdą, kochana! Nie słuchaj ich.” Gdy znikała, jeszcze szeptała: „Jesteś gotowa.”
Ale na co?!
  Obudziłam się z krzykiem zlana potem. Nad sobą zobaczyłam twarz mojej koleżanki która trzymała kubek wody.
-Jezu, Rena, nic ci nie jest?- Sanny była przerażona. Spojrzałam do lusterka. Nie dziwiłam się jej, byłam cała blada, a na dodatek się darłam.
-Nie, spokojnie, dziękuje.- Powiedziałam, biorąc od niej kubek.
Spojrzałam na zegarek. Była 5:27.
-Hmm, i tak powinny byśmy w końcu wstać.- Powiedziała, abym nie czuła się winna temu, że ją obudziłam.
-Och, no chyba masz rację.- Powiedziałam niepewnie.
  Zapaliłam światło i zaglądnęłam do naszej wspólnej szafy. Wyciągnęłam dla siebie białą koszulkę z połową serca, Sanny ubrała taką samą, tylko że czarną. Do tego ciemne, krótkie spodenki, czarne botki a także zielone brązoletki, naszyjnik, kolczyki i okulary tego samego koloru. Moje brązowe włosy związałam w koński ogon, lekko podmalowałam moje duże, niebieskie oczy i już byłam gotowa. Z moją przyjaciółką wyglądałyśmy jak clowny. Ona miała czarną bluzkę - ja białą, ona miała długie, białe spodnie - ja krótkie i czarne. Tylko jaj dodatki były czerwone, a moje koloru zielonego jabłuszka. Nie pytała dlaczego krzyczałam, nigdy nie pytała i za to ją kochałam :*. 
  Na śniadaniu było jak zwykle. Rozmowy z Canderine i Ianem, ignorowanie Kici. Nic nowego. Tylko nigdzie nie mogłam wypatrzeć Mika. Miałam nadzieję, że to, co wczoraj pomiędzy nami zaszło dało się jakoś wytłumaczyć, ale nie było go. Cóż, jego strata.
-Hej, Rena, dlaczego nie było cię wczoraj na próbie?- Z mojego otępienia wyrwał mnie głos Toma.-Odpowiesz mi czy nie?
-Hmm, no wiesz.. źle się poczułam.
-Acha, no spoko, ale kto jak kto, ty chyba wiesz że nie można ich opuszczać, prawda?- Spytał się mnie. Nigdy w stosunku do mnie nie był taki. Taki jakiś.. ostry?
Popatrzał się na mnie krzywo. O co do jasnej cholery mu chodziło?
   Po śniadaniu chciałam iść porozmawiać z Mikiem, ale nie zastałam go w jego pokoju.  Ponownie tego dnia pomyślałam : „Jego strata”, gdy ktoś wszedł do pomieszczenia. Ze zdumieniem spostrzegłam że to Katy.
-A ty tu czego?- Spytałam się jej. Nie byłam zbyt uprzejma, fakt.
-To raczej ja powinnam się spytać. Czego szukasz w pokoju mojego chłopaka?- Spytała, lekko unosząc brew.
-Twojego kogo?- Spytałam zbita z tropu.-Chłopaka? Jak? Przecież. Wy. Ty. On. Razem?- Dukałam jak jakaś debilka.-Od kiedy?
-Od wczoraj. Fajnie, prawda?- Widziała mój szok i to, że nie jestem z tego faktu zadowolona. 
Otrząsnęłam się.
-Och cudownie. Szkoda tylko że chodząc z tobą wyrywa i całuje piętnaście innych lasek.- Powiedziałam, już opanowana, i wyminęłam zdezorientowaną Katy.
  Wróciłam do mojego pokoju, założyłam słuchawki na uszy i włączyłam mój mózg. Nie wiedziałam dlaczego ale czułam się winna za to całe wczorajsze zajście, za to, że uciekłam, gdy on chciał być miły i miał mi coś do powiedzenia. A także za to, co powiedziałam Katy. Powiedziałam jej prawdę, że mnie całował, że stwierdził że mnie kocha, ale i tak byłam na siebie zła. Może zniszczyłam ich związek?
  Zmęczona zeszłam na obiad. W głowie szumiały mi słowa piosenki "All about us". Nie wiem dlaczego, ale gdzieś tam,      w mojej głowie, miałam nadzieję że Mike się pojawi. Nie było go na śniadaniu a przecież musi coś jeść. Nagle poczułam, że coś wpada na mnie z całej dostępnej siły.
-Au!- Wymsknęło mi się.- Uważaj jak chodzisz id..-Nie dane mi było dokończyć.- Mike, to ty?
Spojrzał na mnie tymi swoimi zielonymi ślepiami.
-Jezu, nic ci nie jest?- Spytałam się go przerażona i.. zarzuciłam mu ręce na szyje.
To, moim zdanie myło najgorsze co mogłam zrobić, ale nie mogłam się powstrzymać i delikatnie pogłaskałam go po roztrzaskanym policzku.
-Gdzie byłeś? Martwiłam się! Co się stało? Czy coś cię boli?- I w końcu,- Przepraszam Mike.
Wydawał się mile zaskoczony tym, że się do niego przytuliłam, a także tym że martwiłam się o niego. W końcu odpowiedział.
-Nie nic mi nie jest tylko, uderzyłam się o.. o szafkę!
Skłamał, widziałam to ale wolałam nie drążyć tematu.
-Acha- Odparłam tylko.
  Zapadła chwila ciszy. Staliśmy na korytarzu sami. Wszyscy weszli już do stołówki, ale mi jakoś się nie śpieszyło.
Po kilkudziesięciu sekundach coś zaczęło się między nami dziać. Mike gwałtownie przysunął się do mnie. Opuszkiem palców przejechał po mojej dolnej wardze, jakby ją badał. Nagle zbliżył się tak, że nasze twarze dzieliło zaledwie dziesięć centymetrów.  
-Chcesz tego?- Spytał.-Czy chcesz tego pocałunku?
Nic nie odpowiedziałam, nie byłam w stanie, tak byłam zaskoczona.
  Wtedy jego wargi złączyły się z moimi. Jego język jeździł po moim a także po wewnętrznej stronie moich ust. Całował tak cudnie, że nie umiałam oddychać. Jego silne i umięśnione ręce przyciągnęły mnie do jego klatki piersiowej. Nasze piersi stykały się a jego ręce spoczywały na moich plecach. Nagle on przygryzł mi delikatnie dolną wargę, nasze spojrzenia skrzyżowały się. Byłam na granicy euforii. Oddałam ten pocałunek, by zyskać następny ze strony Mike’a.
  Nagle w jednym momencie się opamiętałam. Przypomniałam sobie że on ma dziewczynę, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Lekko odepchnęłam go od siebie.
-Przepraszam- Tylko te słowa wydobywają się z moich ust, tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
On patrzył na mnie. Tylko i wyłącznie p a t r z y ł. Ale właśnie to spojrzenie zadawało mi tyle bólu. Nienawidziłam siebie za to, że aż tak ranię ludzi dookoła, że nie potrafię mu powiedzieć      „Kocham cię”. Nie potrafię, bo się boję. Po prostu jestem tchórzem. Odwróciłam się i popędziłam do pokoju nie patrząc na Mike’a.
  Drzwi zamknęłam na klucz. Po chwili ktoś dobijał się do nich. Byłam skołowana, nie mam pojęcia, czy to Mike, czy ktoś inny, ale nie chciałam otwierać. Ale ja zawsze wszystko musze zrobić na opak. Cichutko podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Stanęłam jak wryta.. 

Czytasz?=Komentujesz! Dla nas to jest potężna motywacja :*

Rozdział 3


ROZDZIAŁ TRZECI
   Miałyśmy tydzień aby wypaść na tyle dobrze by pojechać do Londynu. Ku mojemu <i nie tylko> zdziwieniu czwartą najlepszą była.. Katy.
-No tak. Jak gdzieś jedziemy to tylko w czwórkę.- Prychnęła Sanny pod nosem.
-Czemu tak milczysz Rena?- Spytała Candy szeptem, ponieważ nauczyciel groźnym wzrokiem badał klasę.-Coś się stało?
-Nie, nie, spokojnie. Wszystko dobrze.- Zdobyłam się na blady uśmiech
-Jak chcesz.- Odparła Candy i wzruszyła ramionami. Tak naprawdę nic nie było dobrze. Teraz nienawidziłam „Kici” jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe.
Dlaczego? Proste. Zbyt proste. Całowała się. A z kim oczywiście? Z Mikiem oczywiście. Do jasnej cholerki. I kto to musiał zobaczyć oczywiście? Ja, Rena, to musiałam zobaczyć oczywiście. Jeszcze raz „do jasnej cholerki”.
-Panno Oksword?- Z zamyślenia wyrwał mnie głos wypowiadający moje nazwisko.
-Tak?- Spytałam i cichutko zaklęłam pod nosem. Jak tak będę uważać to na pewno do żadnego Londynu nie pojadę. Westchnęłam.- Czy mogła by pani powtórzyć pytanie? Bo ja.. no, ten.. nie zrozumiałam- Skłamałam.
-A co zrozumiałaś?- Spytała się mnie pani niby łagodnym tonem, ale ja już ją znałam.
-No.. tak w sumie to nic.- Uśmiechnęłam się błagalnie licząc na jakąś podpowiedź ze strony Goga. Ale się nie doczekałam, ponieważ właśnie w tym momencie odpowiedziała Katy. Oczywiście bezbłędnie. Pff.
  Po dzisiejszych lekcjach już miałam iść do pokoju, ponieważ za godzinkę mieliśmy próbę taneczną gdy nagle ktoś mnie zatrzymał.  Ręka Mika wylądowała na moim ramieniu.
-Rena, Rena, czekaj!- Powiedział dysząc.- Bo, ja no, ten..  już dawno chciałem ci powiedzieć, no ale tak jakoś nie było okazji, no i ten, no wiesz..- Plątał się.
Patrzyłam się na niego zdziwiona. Ten Mike się plącze i nie umie skleić zdania? No nie, coś było nie halo.
-Ja chciałem ci powiedzieć, no że mi się podobasz.- Wypalił w końcu robiąc się cały czerwony. Stałam jak zamurowana. Już drugi raz tego dnia kolana się pode mną ugięły.
  W tym momencie Mike przyłożył usta do moich. Masze wargi zetknęły się. Moje poczucie własnej wartości malało z każdą sekundą. No coż, jeszcze dzisiaj widziałam go, jak całował się z Katy. Szybki jest, nie ma co. Przez sekundę pozwoliłam bujać mojej wyobraźni w obłokach, zaraz jednak zeszłam na ziemię. Odepchnęłam, go od siebie. Był dupkiem, taka jest prawda.
-Szybki jesteś, serio. Dzisiaj miziałeś się z Katy, a teraz ze mną. Pozdro.- Powiedziałam i ruszyłam do pokoju. Po drodze jeszcze próbował mnie zatrzymać, lecz jedno stwierdzenie: „ Z gnojkami nie rozmawiam” sprawiło że spojrzał na mnie ostatni raz i odszedł. Tak mi się przynajmniej zdawało. Nagle kątem oka zauważyłam, jak obraca się na pięcie i łapie mnie za nadgarstki. W jednej chwili powróciły wspomnienia.
  Szłam korytarzem prowadzącym do mojego pokoju. Z pomieszczenia naprzeciwko zobaczyłam unoszący się powoli dym. Chciałam tylko zobaczyć co się tam dzieje i zaraz iść do pokoju. Stanęłam w drzwiach oniemiała. Alex ze swoim kumplem Julkiem palili skręty. Ani ja ani oni, nie mogli przewidzieć co stanie się wtedy. Jak sami często powtarzali „W tamtym momencie nie byli sobą”. Gdy chciałam wyjść Julek doskoczył do mnie i złapał za nadgarstki. Alex pędem zamknął drzwi. Poczułam ręce chłopaków na sobie i wiedziałam co się stanie. Z oczu w jednej chwili pociekły mi łzy.
  Teraz było tak samo. Łzy polały się strumieniami. Wyrwałam się z uścisku Mika i wbiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać. Cóż, tym razem próba obejdzie się beze mnie. 



Czytasz?=Komentujesz! :)

Rozdział 2


ROZDZIAŁ DRUGI
  Po śniadaniu zdążyłyśmy już poznać Katy. Była tak głupia jak myślałam, a w zasadzie to hmm.. jeszcze głupsza. Tak więc teraz nasza paczka miała już siedem osób. Nie przeczę, byłam niezadowolona.
-Lecz są także plusy tego że ona tutaj jest.- Powiedziała ze śmiechem Sanny.
Podskoczyłyśmy jak oparzone.
-Na pewno dobrze się czujesz kochana?- Zapytała z troską w głosie Candy.
-Jestem w stanie tylko się na ciebie gapić.- Stwierdziłam oniemiała, kierując swoje słowa do przyjaciółki.
-No spójrzcie na to z tej strony.- Rzekła Sanny.-Ogólnie u nas jest dość ponuro, no nie? A więc wymyśliłam nową grę.
Teraz już spojrzałyśmy się na nią z zainteresowaniem, aczkolwiek w każdej chwili byłyśmy gotowe, aby ją chwycić, gdyby na przykład zaczęła biec korytarzem śpiewając „Motylem jestem”. Patrząc na no co wygaduje w tej chwili poważnie obawiałyśmy się o jej stan psychiczny.
-No więc- Sanny kontynuowała swój monolog.- Zasady są proste. Ten, kto wymyśli więcej rzeczy dziwnych u „Kici” wygrywa. To jak, gramy?- Spytała się z nadzieją w głosie. Nie miałyśmy serca jej odmówić.
-Jest plastikiem!
-Bawi się w pokemona!
-Udaje Pikachu!
-Podrywa Iana!
Darłyśmy się jedna przez drugą. W tym momencie zabrakło nam pomysłów. Nagle w mojej głowie pojawiła się jeszcze jedna „ciekawostka” o Katy.
-Lubi One Direction!- Chyba nie ja jedyna na to  wpadłam. Wszystkie trzy krzyknęłyśmy to jednocześnie, i jednocześnie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Żadna z nas nie przepadała za tym zespołem, wręcz można było powiedzieć że go nie lubimy. Niestety, przez naszą zabawę zapomniałyśmy o lekcjach.
-Ale z nas ofiary- Wypaliłam ze śmiechem biegnąc w stronę odpowiedniego budynku.
  Do klasy wpadłyśmy w momencie, gdy nauczyciel przedstawiał Katy.
-Cudowny początek tygodnia, dziewczęta.- Profesor J.  był bardzo niezadowolony, a może trochę? A nie wiem, średnio mnie to obchodziło.
-Już liczyłem, że zostałyście zatrzymane po śniadaniu i że nie przyjdziecie gadać na lekcję języka czeskiego.
 Ach, no tak. Zapomniałam wam powiedzieć. Byłam w sierocińcu w Pradze.
-A od czego jest język jeśli nie od tego żeby gadać?- Zapytałam „niewinnie” a klasa już na początek dnia miała polewkę.
-Siadaj!- Warknął. Poczułam że lepiej nie przeciągać struny, widziałam, że dzisiaj był „nie w sosie”.
-Katy, dołącz do tych  dziewcząt siedzących przy oknie.- Wskazał na nas. Na języku zazwyczaj była praca w grupach, a że czwarta osoba nas ostatnio opuściła mieliśmy miejsce wolne. Wymieniłyśmy z dziewczynami spanikowane spojrzenia typu „NIE! JA NIE CHCE!” albo „RATUNKU!!!”.
  Dobra, nie było tak źle, jakoś przetrwałyśmy i żyjemy..
Przy okazji dowiedziałyśmy się o bardzo ważnej i przyjemnej dla nas informacji, a mianowicie <cytuje>: „Te cztery osoby, które osiągną w nauce języka Angielskiego najlepsze efekty z klasy wyjadą na miesiąc do Londynu”. Tą informacją podzielili się z nami na lekcji Czeskiego dlatego, że Pan J. był naszym wychowawcą. Ten, kto już miał taki wyjazd wie o co chodzi i czuje tę motywację do nauki. Tak się zabawnie składa że z Angielskiego to jestem całkiem, całkiem a Sanny tez tak źle nie idzie.
  W tym momencie podbiegli do nas Tom i Mike.
-Czy to prawda?!
-Farciary!- Przekrzykiwali się nawzajem.
-Stop! STOP!- Powoli zaczynałam tracić cierpliwość.- Dobra, tak może być.- Powiedziałam kiedy się trochę uspokoili.-Teraz mówcie o co wam chodzi.
-Czy to prawda że najlepsi z waszej klasy pojadą do Londynu?- Starali się mówić spokojnie, lecz im to nie wychodziło.
-Tak to prawda.- Odparła Cenderine.
Zauważyłyśmy ich zawiedzione miny.
-Ale tylko z waszej?- Dla pewności spytał się Tom.
Zrozumiałyśmy o co chodzi.
-Nie smutkujcie, w Londynie nie może być aż tak fajnie żeby tracić humor z byle powodu.- Sama nie wierzyłam w to co mówię, lecz Mike chyba zauważył że staram się ich pocieszyć i uśmiechnął się do mnie. Kolana pode mną momentalnie się ugięły.  



Jak przeczytasz, wyraź swoją opinię w komentarzu. Zwykły uśmiech starczy, aby nas zmotywować :)

Rozdział 1


ROZDZIAŁ PIERWSZY
  Dzisiaj już dziewięć miesięcy odkąd straciłam rodzinę. Dwa miesiące temu próbowałam uciec. HALO! Dlaczego niby nie mogę zacząć żyć na własną odpowiedzialność?! Mam już 17 lat i 4 dni. To chyba wystarczająco, no nie?!
-Rena, wstawaj!- Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki Sanny.-Za 20 minut śniadanie śpiochu, a ty jeszcze nawet nie jesteś ubrana.- Rzekła z uśmiechem. Jak ona to robi? Też straciła rodzinę, też straciła dom, przyjaciół, też zostały jej tylko wspomnienia, ale mimo to się nie poddała. Jakim cudem, się pytam?
  Pędem wyskoczyłam z łóżka. No tak dzisiaj poniedziałek, czyli 3 godzinne męczarnie na matematyce z panią W. Przez chwilkę zastanawiałam się czy nie zasymulować choroby, ale odrzuciłam od siebie ten pomysł.
-Jaka ty jesteś śliczna- Zapowietrzyła się moja koleżanka, patrząc na moją błękitną sukienkę, czarno-szare bolerko, lekko wymalowane tuszem oczy oraz usta pociągnięte błyszczykiem malinowym.
-To samo można powiedzieć o tobie Sanny.- Uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniał uśmiech. Tylko dzięki niej tutaj wytrzymywałam. Och, jak bardzo chciałabym się  stąd wynieść..
  Gdy weszłyśmy do stołówki od razu skierowałyśmy się na nasze stałe miejsce. Ze zdziwieniem liczyłyśmy osoby przy stoliku. Było ich tak jakby.. więcej?
Nagle spostrzegłyśmy blondynę z toną tapety na twarzy. Nie no, teraz to już byłyśmy zaskoczone na maxa. Skąd do jasnej cholerki ona się przypałętała?
-Hej! Dziewczyny!- Już z daleka słyszałyśmy wołanie Canderine, w skrócie Candy, która machała nam z zapałem. Przywitałyśmy się z resztą paczki. Właśnie w tych momentach nie było tak źle. Razem tworzyliśmy jedność. Zresztą, można nawet powiedzieć to dosłownie. Nasza grupa taneczna była znana szeroko poza sierocińcem. Usiadłyśmy przy stoliku, już wciągnięte w rozmowę  przez Iana.
Tom z Mikiem rozmawiali z blondyną. Nie powiem, byłam zazdrosna o Mika. Odkąd tu przyjechałam podobał mi się.
-Hej, jestem Rena a to Sanny.- Przywitałam się z blond „pięknością”(czytaj: „plastikiem” ).
-Och, cześć. Ja jestem Katy, lecz przyjaciele wołają na mnie Kicia.
-Aww.- Usłyszałam od strony Iana. Ledwo się powstrzymałam aby nie wybuchnąć śmiechem. Wiedziałam, że też nie przepada za takimi laskami. Niestety, Blondi chyba potraktowała jego żart poważnie.
-Nieprawdaż że ślicznie, Ianku?- Na widok miny mojego kumpla nie powstrzymałam się i wybuchnęłam śmiechem. Candy i Sanny zawtórowały mi.
  Dopiero teraz zwróciłam uwagę na ubiór dziewczyn. Wyglądałyśmy prawie identycznie, z tą różnicą, że ich sukienki były w innych kolorach. Musze przyznać, laski miały styl. Sanny do swoich ciemnych włosów związanych w luźnego, długiego warkocza ubrała różową sukienkę, brązowe botki i brązową skórę, a Candy swoje rude włosy zostawiła rozpuszczone i na sobie miała lekko żółtą sukienkę z talią osy oraz brązową torebkę, która pewnie tak jak te nasze była wyładowana po brzeg książkami. 



Od rozdziału pierwszego do piątego opublikujemy jednego dnia :*
I jeszcze jedno. Czytasz=Komentujesz :)


Prologue


 PROLOG
  Cicho weszłam po schodach. Nie chciałam obudzić Lindsay. Po raz ostatni zajrzałam do jej pokoiku i pocałowałam jej rozpalone śmiertelną gorączką czółko. Musiałam się szykować. Nie chciałam tutaj zostać, nie po tym co tu przeszłam. Byłam w sierocińcu. Tak, dobrze słyszycie, w sierocińcu. 7 miesięcy temu moi rodzice mieli wypadek, gdy wspinali się po górach zasypała ich lawina. Był tam także mój młodszy o 4 minuty brat. Nikt nie przeżył. Wszystkich zakopał śnieg i lód.