czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 2


ROZDZIAŁ DRUGI
  Po śniadaniu zdążyłyśmy już poznać Katy. Była tak głupia jak myślałam, a w zasadzie to hmm.. jeszcze głupsza. Tak więc teraz nasza paczka miała już siedem osób. Nie przeczę, byłam niezadowolona.
-Lecz są także plusy tego że ona tutaj jest.- Powiedziała ze śmiechem Sanny.
Podskoczyłyśmy jak oparzone.
-Na pewno dobrze się czujesz kochana?- Zapytała z troską w głosie Candy.
-Jestem w stanie tylko się na ciebie gapić.- Stwierdziłam oniemiała, kierując swoje słowa do przyjaciółki.
-No spójrzcie na to z tej strony.- Rzekła Sanny.-Ogólnie u nas jest dość ponuro, no nie? A więc wymyśliłam nową grę.
Teraz już spojrzałyśmy się na nią z zainteresowaniem, aczkolwiek w każdej chwili byłyśmy gotowe, aby ją chwycić, gdyby na przykład zaczęła biec korytarzem śpiewając „Motylem jestem”. Patrząc na no co wygaduje w tej chwili poważnie obawiałyśmy się o jej stan psychiczny.
-No więc- Sanny kontynuowała swój monolog.- Zasady są proste. Ten, kto wymyśli więcej rzeczy dziwnych u „Kici” wygrywa. To jak, gramy?- Spytała się z nadzieją w głosie. Nie miałyśmy serca jej odmówić.
-Jest plastikiem!
-Bawi się w pokemona!
-Udaje Pikachu!
-Podrywa Iana!
Darłyśmy się jedna przez drugą. W tym momencie zabrakło nam pomysłów. Nagle w mojej głowie pojawiła się jeszcze jedna „ciekawostka” o Katy.
-Lubi One Direction!- Chyba nie ja jedyna na to  wpadłam. Wszystkie trzy krzyknęłyśmy to jednocześnie, i jednocześnie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Żadna z nas nie przepadała za tym zespołem, wręcz można było powiedzieć że go nie lubimy. Niestety, przez naszą zabawę zapomniałyśmy o lekcjach.
-Ale z nas ofiary- Wypaliłam ze śmiechem biegnąc w stronę odpowiedniego budynku.
  Do klasy wpadłyśmy w momencie, gdy nauczyciel przedstawiał Katy.
-Cudowny początek tygodnia, dziewczęta.- Profesor J.  był bardzo niezadowolony, a może trochę? A nie wiem, średnio mnie to obchodziło.
-Już liczyłem, że zostałyście zatrzymane po śniadaniu i że nie przyjdziecie gadać na lekcję języka czeskiego.
 Ach, no tak. Zapomniałam wam powiedzieć. Byłam w sierocińcu w Pradze.
-A od czego jest język jeśli nie od tego żeby gadać?- Zapytałam „niewinnie” a klasa już na początek dnia miała polewkę.
-Siadaj!- Warknął. Poczułam że lepiej nie przeciągać struny, widziałam, że dzisiaj był „nie w sosie”.
-Katy, dołącz do tych  dziewcząt siedzących przy oknie.- Wskazał na nas. Na języku zazwyczaj była praca w grupach, a że czwarta osoba nas ostatnio opuściła mieliśmy miejsce wolne. Wymieniłyśmy z dziewczynami spanikowane spojrzenia typu „NIE! JA NIE CHCE!” albo „RATUNKU!!!”.
  Dobra, nie było tak źle, jakoś przetrwałyśmy i żyjemy..
Przy okazji dowiedziałyśmy się o bardzo ważnej i przyjemnej dla nas informacji, a mianowicie <cytuje>: „Te cztery osoby, które osiągną w nauce języka Angielskiego najlepsze efekty z klasy wyjadą na miesiąc do Londynu”. Tą informacją podzielili się z nami na lekcji Czeskiego dlatego, że Pan J. był naszym wychowawcą. Ten, kto już miał taki wyjazd wie o co chodzi i czuje tę motywację do nauki. Tak się zabawnie składa że z Angielskiego to jestem całkiem, całkiem a Sanny tez tak źle nie idzie.
  W tym momencie podbiegli do nas Tom i Mike.
-Czy to prawda?!
-Farciary!- Przekrzykiwali się nawzajem.
-Stop! STOP!- Powoli zaczynałam tracić cierpliwość.- Dobra, tak może być.- Powiedziałam kiedy się trochę uspokoili.-Teraz mówcie o co wam chodzi.
-Czy to prawda że najlepsi z waszej klasy pojadą do Londynu?- Starali się mówić spokojnie, lecz im to nie wychodziło.
-Tak to prawda.- Odparła Cenderine.
Zauważyłyśmy ich zawiedzione miny.
-Ale tylko z waszej?- Dla pewności spytał się Tom.
Zrozumiałyśmy o co chodzi.
-Nie smutkujcie, w Londynie nie może być aż tak fajnie żeby tracić humor z byle powodu.- Sama nie wierzyłam w to co mówię, lecz Mike chyba zauważył że staram się ich pocieszyć i uśmiechnął się do mnie. Kolana pode mną momentalnie się ugięły.  



Jak przeczytasz, wyraź swoją opinię w komentarzu. Zwykły uśmiech starczy, aby nas zmotywować :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz