Gdy Cię coś gryzie, to na pewno jest miłość..
piątek, 5 kwietnia 2013
Życie ???
Ludzie po co żyć? Dla innych ? Nie warto i tak zawsze ktoś Cie zdradzi ,oddali się od Ciebie . I po co to wszystko? Jest tylko jedna rzecz , która uwalnia człowieka od śmierci. M I Ł O Ś Ć . Proste słowo ale nie tak łatwe do znalezienia tej właściwej. Nie wiem czy doczekam tego momentu..../ Patka
czwartek, 21 marca 2013
Rozdział 5
ROZDZIAŁ 5
Przed moimi drzwiami stał Ian. W sumie nigdy mnie jeszcze nie
odwiedził, dlatego byłam aż tak zdziwiona. Po chwili wahania wpuściłam go do
mojego pokoju. Byłam sama, ponieważ Sanny nie zwiała z lekcji po obiedzie, w
przeciwieństwie do mnie.
Chłopak wszedł spokojnie i bez pytania usiadł na moim łóżku.
Spojrzał na mnie smutno. Nagle jego duże, niebieskie oczy zmieniły barwę, z
przeszywającego błękitu na kolor morskiej toni wodnej. Jeszcze raz spojrzał na
mnie smutno. Otworzył usta. Z jego rozchylonych lekko warg zaczęły jak wartki
potok wypływać słowa, ledwo nadążałam.
-Pewnego dnia ONA stała nad
oceanem. Patrzała na ten niebieski kolor, bezkresny błękit, groźny granat i
delikatny, lekko zielony odcień flory i fauny morskiej. Zadawała sobie pytanie
„Po co to wszystko? Co mnie tutaj trzyma?”. Jego ostatnie słowa. To była
odpowiedź. „Przepraszam. Nigdy tego nie chciałem. Kocham cię”. Wtedy zobaczyła
chłopaka stojącego przy brzegu. Jeśli ją można by było porównać do morza, raz
spokojne, raz gniewne, raz szczęśliwe, raz smutne, jego nie można było porównać
do czegokolwiek innego. Był wspaniały. Wysoki, dobrze zbudowany, jego ciemne,
praktycznie czarne, włosy rozwiewał wiatr.
Nagle podbiegła do niego
jakaś dziewczyna, wydawali się tacy szczęśliwi. Z JEJ oczu w jednej chwili
pociekły łzy. Przypomniała sobie swojego ukochanego, kogoś za kogo mogła by
zaryzykować własne zdrowie. Ale to on zdradził, nie ona. Ale to ona nie umiała
wybaczyć. Gdy chciała wracać zobaczyła twarz ciemnowłosego chłopaka. Widziała
tą twarz. Znała ją. Jej usta wybadały ją centymetr po centymetrze. Nie mogła w
to uwierzyć. To był ON. Mimo że chłopak nie otworzył jeszcze oczu wiedziała co
zobaczy. Mimo wszystko nie mogła się powstrzymać by jeszcze raz nie spojrzeć mu
w te czekoladowe paczadła. Uciekła. Znów. Znów s t c h ó r z y ł a. Mogła
porozmawiać, mogła wyjaśnić. Ale, w sumie, co tu wyjaśniać? Ona ułożyła sobie
życie na nowo, miała chłopaka. On ułożył sobie życie na nowo. Bez niej. Biegła
biegła biegła. Ta łagodna i strachliwa
dziewczyna nie wytrzymała i wiedziała, że gdyby tutaj została mogłaby cierpieć.
Odeszła, po cichu, nikt nie wiedział, że ona tam była. Nikt. N i k t. Usłyszała
wołanie, ciche krzyki wołające ją. J e j imię. To od niej zależało co teraz
zrobi. To ona miała decydować o swoim losie.
-Kurde! Ian! PRZESTAŃ!- Wydarłam się mu prosto do ucha, nieźle
wystraszona tą bajeczką. Nie chciałam się przekonać co się stanie.- Co ty mi tu
za bzdury opowiadasz?!
Nie wiedzieć czemu z moich
oczu pociekły łzy. Byłam zdenerwowana i zdezorientowana i nie umiałam się
uspokoić. Czułam się dziwnie
powiązana z tą historią..Ale on jeszcze nie skończył.
-Pisząc historię swojego
życia nie pozwól nikomu decydować co ma się stać na drugiej stronie i pamiętaj,
życie toczy się dalej, nawet po śmierci. To co zrobisz tu, na ziemi będzie
tylko zaczątkiem tego, co zdarzy się gdzieś tam, dalej.
-Sama sterujesz swoim losem.-
To zdanie było bezpośrednio do mnie. Odskoczyłam przerażona, bo w tym momencie
oczy Iana odzyskały normalną barwę.
On doskonale wiedział co
robić. Delikatnie objął ją ramieniem i otarł mi łzy, aby mnie pocieszyć.
-Przepraszam.- Wyszeptał.-
Kiedyś w mojej rodzinie była osoba, która przepowiadała przyszłość bardzo
dokładnie
i precyzyjnie. Ja nawet nie
wiem co ci opowiedziałem. Mam nadzieję że to nie było nic strasznego?- Spytał
się z nadzieją.
-Nie, wcale.- Skłamałam.
Patrzyłam na jego pełne strachu i powagi oczy. Nie mogłam mu powiedzieć co mi
opowiedział. Niby nie było w tym nic strasznego, ale i tak nie wiedziałam co o
tym myśleć.
-To dobrze! Nawet nie wiesz
jak się przeraziłem, gdy zobaczyłem cię w swoim pokoju całą zapłakaną.
Normalnie bałem się co ci powiedziałem. Niekiedy mam takie odpały które
niestety albo stety, się sprawdzają. -Ale dlaczego opowiedziałeś mi tę
historię?
On przekrzywił głowę.
-To nie byłem ja.-
Stwierdził.- To był mój dziadek. Albo raczej jego geny. Poza tym to nie
historia, tylko przyszłość. Nie wiem czy twoja. Pożyjemy zobaczymy. Ale
pamiętaj: sama sterujesz swoim losem.-Mówiąc to, wyszedł machając mi na
pożegnanie.
-Mam nadzieję że nie moja.-
Mruknęłam pod nosem gdy kolega opuścił mój pokój.
Czytasz?=Komentujesz!
Czytasz?=Komentujesz!
Rozdział 4
ROZDZIAŁ CZWARTY
Biegłam ulicami Pragi. Moje
nogi wydawały cichy, stłumiony odgłos stąpając po kocich łbach. Na ramieniu
czułam ciężar torby, a w głowie szumiały mi słowa mojej małej siostrzyczki „Ale
nie zostawisz mnie, prawda?”. „Nie, nie, oczywiście że nie. Jakżebym mogła?”.
Właśnie złamałam dane jej słowo. Mimo wszystko biegłam dalej. Już nigdy jej nie
spotkam. Umarła. Przed oczami stanęła mi jej twarz.
Chciałam się w końcu wybudzić, przecież to nie może
dziać się jeszcze raz!
Nagle moje oczy oświetlił blask lamp. Ale to nie był
taki blask, jak wtedy, jak tamtych lampek policyjnych. Ten blask był inny,
bardziej specyficzny, mieniący się, taki, taki straszny. Nagle snop światła
zmienił się w istną burze odcieni jasnej żółci, złota i bieli. Z tej chmury
wyłoniła się twarz mojej matki. Później ojca, a następnie Austina, mojego
brata. Jeszcze raz ukazała mi się twarz mojej siostry. A wszystkie te twarze,
usta, coś chciały mi przekazać. Skoncentrowałam się na ruchach warg.
Zrozumiałam. „Ratunku, nie chcemy być tu sami.”, „Zabiłaś nas, już wkrótce do nas dołączysz!”.
Tak, to może być prawda,
zabiłam ich. To ja chciałam by pojechali w góry abym w końcu mogła mieć spokój.
To ja chciałam tego wszystkiego.
Tylko jedna twarz wyglądała troszeczkę inaczej. Twarz
mojej babki. „To wszystko nie jest prawdą, kochana! Nie słuchaj ich.” Gdy
znikała, jeszcze szeptała: „Jesteś gotowa.”
Ale na co?!
Obudziłam się z krzykiem zlana potem. Nad sobą
zobaczyłam twarz mojej koleżanki która trzymała kubek wody.
-Jezu, Rena, nic ci nie
jest?- Sanny była przerażona. Spojrzałam do lusterka. Nie dziwiłam się jej,
byłam cała blada, a na dodatek się darłam.
-Nie, spokojnie, dziękuje.-
Powiedziałam, biorąc od niej kubek.
Spojrzałam na zegarek. Była
5:27.
-Hmm, i tak powinny byśmy w
końcu wstać.- Powiedziała, abym nie czuła się winna temu, że ją obudziłam.
-Och, no chyba masz rację.-
Powiedziałam niepewnie.
Zapaliłam światło i zaglądnęłam do naszej wspólnej szafy.
Wyciągnęłam dla siebie białą koszulkę z połową serca, Sanny ubrała taką samą,
tylko że czarną. Do tego ciemne, krótkie spodenki, czarne botki a także zielone
brązoletki, naszyjnik, kolczyki i okulary tego samego koloru. Moje brązowe
włosy związałam w koński ogon, lekko podmalowałam moje duże, niebieskie oczy i
już byłam gotowa. Z moją przyjaciółką wyglądałyśmy jak clowny. Ona miała czarną
bluzkę - ja białą, ona miała długie, białe spodnie - ja krótkie i czarne. Tylko
jaj dodatki były czerwone, a moje koloru zielonego jabłuszka. Nie pytała
dlaczego krzyczałam, nigdy nie pytała i za to ją kochałam :*.
Na
śniadaniu było jak zwykle. Rozmowy z Canderine i Ianem, ignorowanie Kici. Nic
nowego. Tylko nigdzie nie mogłam wypatrzeć Mika. Miałam nadzieję, że to, co
wczoraj pomiędzy nami zaszło dało się jakoś wytłumaczyć, ale nie było go. Cóż,
jego strata.
-Hej, Rena, dlaczego nie było
cię wczoraj na próbie?- Z mojego otępienia wyrwał mnie głos Toma.-Odpowiesz mi
czy nie?
-Hmm, no wiesz.. źle się
poczułam.
-Acha, no spoko, ale kto jak
kto, ty chyba wiesz że nie można ich opuszczać, prawda?- Spytał się mnie. Nigdy
w stosunku do mnie nie był taki. Taki jakiś.. ostry?
Popatrzał się na mnie krzywo.
O co do jasnej cholery mu chodziło?
Po śniadaniu chciałam iść
porozmawiać z Mikiem, ale nie zastałam go w jego pokoju. Ponownie tego dnia pomyślałam : „Jego strata”,
gdy ktoś wszedł do pomieszczenia. Ze zdumieniem spostrzegłam że to Katy.
-A ty tu czego?- Spytałam się
jej. Nie byłam zbyt uprzejma, fakt.
-To raczej ja powinnam się
spytać. Czego szukasz w pokoju mojego chłopaka?- Spytała, lekko unosząc brew.
-Twojego kogo?- Spytałam
zbita z tropu.-Chłopaka? Jak? Przecież. Wy. Ty. On. Razem?- Dukałam jak jakaś
debilka.-Od kiedy?
-Od wczoraj. Fajnie, prawda?-
Widziała mój szok i to, że nie jestem z tego faktu zadowolona.
Otrząsnęłam się.
-Och cudownie. Szkoda tylko
że chodząc z tobą wyrywa i całuje piętnaście innych lasek.- Powiedziałam, już
opanowana, i wyminęłam zdezorientowaną Katy.
Wróciłam do mojego pokoju, założyłam słuchawki na uszy i włączyłam
mój mózg. Nie wiedziałam dlaczego ale czułam się winna za to całe wczorajsze
zajście, za to, że uciekłam, gdy on chciał być miły i miał mi coś do
powiedzenia. A także za to, co powiedziałam Katy. Powiedziałam jej prawdę, że
mnie całował, że stwierdził że mnie kocha, ale i tak byłam na siebie zła. Może
zniszczyłam ich związek?
Zmęczona zeszłam na obiad. W głowie szumiały mi słowa piosenki "All
about us". Nie wiem dlaczego,
ale gdzieś tam, w mojej głowie,
miałam nadzieję że Mike się pojawi. Nie było go na śniadaniu a przecież musi
coś jeść. Nagle poczułam, że coś wpada na mnie z całej dostępnej siły.
-Au!- Wymsknęło mi się.-
Uważaj jak chodzisz id..-Nie dane mi było dokończyć.- Mike, to ty?
Spojrzał na mnie tymi swoimi
zielonymi ślepiami.
-Jezu, nic ci nie jest?-
Spytałam się go przerażona i.. zarzuciłam mu ręce na szyje.
To, moim zdanie myło
najgorsze co mogłam zrobić, ale nie mogłam się powstrzymać i delikatnie
pogłaskałam go po roztrzaskanym policzku.
-Gdzie byłeś? Martwiłam się!
Co się stało? Czy coś cię boli?- I w końcu,- Przepraszam Mike.
Wydawał się mile zaskoczony
tym, że się do niego przytuliłam, a także tym że martwiłam się o niego. W końcu
odpowiedział.
-Nie nic mi nie jest tylko,
uderzyłam się o.. o szafkę!
Skłamał, widziałam to ale
wolałam nie drążyć tematu.
-Acha- Odparłam tylko.
Zapadła chwila ciszy. Staliśmy na korytarzu sami. Wszyscy weszli
już do stołówki, ale mi jakoś się nie śpieszyło.
Po kilkudziesięciu sekundach
coś zaczęło się między nami dziać. Mike gwałtownie przysunął się do mnie.
Opuszkiem palców przejechał po mojej dolnej wardze, jakby ją badał. Nagle
zbliżył się tak, że nasze twarze dzieliło zaledwie dziesięć centymetrów.
-Chcesz tego?- Spytał.-Czy
chcesz tego pocałunku?
Nic nie odpowiedziałam, nie
byłam w stanie, tak byłam zaskoczona.
Wtedy jego wargi złączyły się z moimi. Jego język jeździł po moim a
także po wewnętrznej stronie moich ust. Całował tak cudnie, że nie umiałam
oddychać. Jego silne i umięśnione ręce przyciągnęły mnie do jego klatki
piersiowej. Nasze piersi stykały się a jego ręce spoczywały na moich plecach.
Nagle on przygryzł mi delikatnie dolną wargę, nasze spojrzenia skrzyżowały się.
Byłam na granicy euforii. Oddałam ten pocałunek, by zyskać następny ze strony
Mike’a.
Nagle w jednym momencie się opamiętałam. Przypomniałam sobie że on
ma dziewczynę, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Lekko odepchnęłam go od siebie.
-Przepraszam- Tylko te słowa
wydobywają się z moich ust, tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
On patrzył na mnie. Tylko i
wyłącznie p a t r z y ł. Ale właśnie to spojrzenie zadawało mi tyle bólu.
Nienawidziłam siebie za to, że aż tak ranię ludzi dookoła, że nie potrafię mu
powiedzieć „Kocham cię”. Nie potrafię,
bo się boję. Po prostu jestem tchórzem. Odwróciłam się i popędziłam do pokoju
nie patrząc na Mike’a.
Drzwi zamknęłam
na klucz. Po chwili ktoś dobijał się do nich. Byłam skołowana, nie mam pojęcia,
czy to Mike, czy ktoś inny, ale nie chciałam otwierać. Ale ja zawsze wszystko
musze zrobić na opak. Cichutko podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Stanęłam jak
wryta.. Czytasz?=Komentujesz! Dla nas to jest potężna motywacja :*
Rozdział 3
ROZDZIAŁ TRZECI
Miałyśmy tydzień aby wypaść
na tyle dobrze by pojechać do Londynu. Ku mojemu <i nie tylko> zdziwieniu
czwartą najlepszą była.. Katy.
-No tak. Jak gdzieś jedziemy
to tylko w czwórkę.- Prychnęła Sanny pod nosem.
-Czemu tak milczysz Rena?-
Spytała Candy szeptem, ponieważ nauczyciel groźnym wzrokiem badał klasę.-Coś
się stało?
-Nie, nie, spokojnie.
Wszystko dobrze.- Zdobyłam się na blady uśmiech
-Jak chcesz.- Odparła Candy i
wzruszyła ramionami. Tak naprawdę nic nie było dobrze. Teraz nienawidziłam
„Kici” jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe.
Dlaczego? Proste. Zbyt
proste. Całowała się. A z kim oczywiście? Z Mikiem oczywiście. Do jasnej
cholerki. I kto to musiał zobaczyć oczywiście? Ja, Rena, to musiałam zobaczyć
oczywiście. Jeszcze raz „do jasnej cholerki”.
-Panno Oksword?- Z zamyślenia
wyrwał mnie głos wypowiadający moje nazwisko.
-Tak?- Spytałam i cichutko
zaklęłam pod nosem. Jak tak będę uważać to na pewno do żadnego Londynu nie
pojadę. Westchnęłam.- Czy mogła by pani powtórzyć pytanie? Bo ja.. no, ten..
nie zrozumiałam- Skłamałam.
-A co zrozumiałaś?- Spytała
się mnie pani niby łagodnym tonem, ale ja już ją znałam.
-No.. tak w sumie to nic.-
Uśmiechnęłam się błagalnie licząc na jakąś podpowiedź ze strony Goga. Ale się
nie doczekałam, ponieważ właśnie w tym momencie odpowiedziała Katy. Oczywiście
bezbłędnie. Pff.
Po dzisiejszych lekcjach już miałam iść do pokoju, ponieważ za
godzinkę mieliśmy próbę taneczną gdy nagle ktoś mnie zatrzymał. Ręka Mika wylądowała na moim ramieniu.
-Rena, Rena, czekaj!-
Powiedział dysząc.- Bo, ja no, ten.. już
dawno chciałem ci powiedzieć, no ale tak jakoś nie było okazji, no i ten, no
wiesz..- Plątał się.
Patrzyłam się na niego
zdziwiona. Ten Mike się plącze i nie umie skleić zdania? No nie, coś było nie
halo.
-Ja chciałem ci powiedzieć,
no że mi się podobasz.- Wypalił w końcu robiąc się cały czerwony. Stałam jak
zamurowana. Już drugi raz tego dnia kolana się pode mną ugięły.
W tym momencie Mike przyłożył usta do moich. Masze wargi zetknęły
się. Moje poczucie własnej wartości malało z każdą sekundą. No coż, jeszcze
dzisiaj widziałam go, jak całował się z Katy. Szybki jest, nie ma co. Przez
sekundę pozwoliłam bujać mojej wyobraźni w obłokach, zaraz jednak zeszłam na
ziemię. Odepchnęłam, go od siebie. Był dupkiem, taka jest prawda.
-Szybki jesteś, serio.
Dzisiaj miziałeś się z Katy, a teraz ze mną. Pozdro.- Powiedziałam i ruszyłam
do pokoju. Po drodze jeszcze próbował mnie zatrzymać, lecz jedno stwierdzenie:
„ Z gnojkami nie rozmawiam” sprawiło że spojrzał na mnie ostatni raz i odszedł.
Tak mi się przynajmniej zdawało. Nagle kątem oka zauważyłam, jak obraca się na
pięcie i łapie mnie za nadgarstki. W jednej chwili powróciły wspomnienia.
Szłam korytarzem prowadzącym
do mojego pokoju. Z pomieszczenia naprzeciwko zobaczyłam unoszący się powoli
dym. Chciałam tylko zobaczyć co się tam dzieje i zaraz iść do pokoju. Stanęłam
w drzwiach oniemiała. Alex ze swoim kumplem Julkiem palili skręty. Ani ja ani
oni, nie mogli przewidzieć co stanie się wtedy. Jak sami często powtarzali „W
tamtym momencie nie byli sobą”. Gdy chciałam wyjść Julek doskoczył do mnie i
złapał za nadgarstki. Alex pędem zamknął drzwi. Poczułam ręce chłopaków na sobie
i wiedziałam co się stanie. Z oczu w jednej chwili pociekły mi łzy.
Teraz było tak samo. Łzy polały się strumieniami. Wyrwałam się z
uścisku Mika i wbiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać.
Cóż, tym razem próba obejdzie się beze mnie.
Czytasz?=Komentujesz! :)
Czytasz?=Komentujesz! :)
Rozdział 2
ROZDZIAŁ DRUGI
Po śniadaniu zdążyłyśmy już poznać Katy. Była tak głupia jak
myślałam, a w zasadzie to hmm.. jeszcze głupsza. Tak więc teraz nasza paczka
miała już siedem osób. Nie przeczę, byłam niezadowolona.
-Lecz są także plusy tego że
ona tutaj jest.- Powiedziała ze śmiechem Sanny.
Podskoczyłyśmy jak oparzone.
-Na pewno dobrze się czujesz
kochana?- Zapytała z troską w głosie Candy.
-Jestem w stanie tylko się na
ciebie gapić.- Stwierdziłam oniemiała, kierując swoje słowa do przyjaciółki.
-No spójrzcie na to z tej strony.-
Rzekła Sanny.-Ogólnie u nas jest dość ponuro, no nie? A więc wymyśliłam nową
grę.
Teraz już spojrzałyśmy się na
nią z zainteresowaniem, aczkolwiek w każdej chwili byłyśmy gotowe, aby ją
chwycić, gdyby na przykład zaczęła biec korytarzem śpiewając „Motylem jestem”.
Patrząc na no co wygaduje w tej chwili poważnie obawiałyśmy się o jej stan
psychiczny.
-No więc- Sanny kontynuowała
swój monolog.- Zasady są proste. Ten, kto wymyśli więcej rzeczy dziwnych u
„Kici” wygrywa. To jak, gramy?- Spytała się z nadzieją w głosie. Nie miałyśmy
serca jej odmówić.
-Jest plastikiem!
-Bawi się w pokemona!
-Udaje Pikachu!
-Podrywa Iana!
Darłyśmy się jedna przez
drugą. W tym momencie zabrakło nam pomysłów. Nagle w mojej głowie pojawiła się
jeszcze jedna „ciekawostka” o Katy.
-Lubi One Direction!- Chyba
nie ja jedyna na to wpadłam. Wszystkie
trzy krzyknęłyśmy to jednocześnie, i jednocześnie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Żadna z nas nie przepadała za
tym zespołem, wręcz można było powiedzieć że go nie lubimy. Niestety, przez
naszą zabawę zapomniałyśmy o lekcjach.
-Ale z nas ofiary- Wypaliłam
ze śmiechem biegnąc w stronę odpowiedniego budynku.
Do klasy wpadłyśmy w momencie, gdy nauczyciel przedstawiał Katy.
-Cudowny początek tygodnia,
dziewczęta.- Profesor J. był bardzo
niezadowolony, a może trochę? A nie wiem, średnio mnie to obchodziło.
-Już liczyłem, że zostałyście
zatrzymane po śniadaniu i że nie przyjdziecie gadać na lekcję języka czeskiego.
Ach, no tak. Zapomniałam wam powiedzieć. Byłam
w sierocińcu w Pradze.
-A od czego jest język jeśli
nie od tego żeby gadać?- Zapytałam „niewinnie” a klasa już na początek dnia
miała polewkę.
-Siadaj!- Warknął. Poczułam
że lepiej nie przeciągać struny, widziałam, że dzisiaj był „nie w sosie”.
-Katy, dołącz do tych dziewcząt siedzących przy oknie.- Wskazał na
nas. Na języku zazwyczaj była praca w grupach, a że czwarta osoba nas ostatnio
opuściła mieliśmy miejsce wolne. Wymieniłyśmy z dziewczynami spanikowane spojrzenia
typu „NIE! JA NIE CHCE!” albo „RATUNKU!!!”.
Dobra, nie było tak źle, jakoś przetrwałyśmy i żyjemy..
Przy okazji dowiedziałyśmy
się o bardzo ważnej i przyjemnej dla nas informacji, a mianowicie
<cytuje>: „Te cztery osoby, które osiągną w nauce języka Angielskiego
najlepsze efekty z klasy wyjadą na miesiąc do Londynu”. Tą informacją
podzielili się z nami na lekcji Czeskiego dlatego, że Pan J. był naszym
wychowawcą. Ten, kto już miał taki wyjazd wie o co chodzi i czuje tę motywację
do nauki. Tak się zabawnie składa że z Angielskiego to jestem całkiem, całkiem
a Sanny tez tak źle nie idzie.
W tym momencie podbiegli do nas Tom i Mike.
-Czy to prawda?!
-Farciary!- Przekrzykiwali
się nawzajem.
-Stop! STOP!- Powoli
zaczynałam tracić cierpliwość.- Dobra, tak może być.- Powiedziałam kiedy się
trochę uspokoili.-Teraz mówcie o co wam chodzi.
-Czy to prawda że najlepsi z
waszej klasy pojadą do Londynu?- Starali się mówić spokojnie, lecz im to nie
wychodziło.
-Tak to prawda.- Odparła
Cenderine.
Zauważyłyśmy ich zawiedzione
miny.
-Ale tylko z waszej?- Dla
pewności spytał się Tom.
Zrozumiałyśmy o co chodzi.
-Nie smutkujcie, w Londynie
nie może być aż tak fajnie żeby tracić humor z byle powodu.- Sama nie wierzyłam
w to co mówię, lecz Mike chyba zauważył że staram się ich pocieszyć i
uśmiechnął się do mnie. Kolana pode mną momentalnie się ugięły.
Jak przeczytasz, wyraź swoją opinię w komentarzu. Zwykły uśmiech starczy, aby nas zmotywować :)
Jak przeczytasz, wyraź swoją opinię w komentarzu. Zwykły uśmiech starczy, aby nas zmotywować :)
Rozdział 1
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Dzisiaj już dziewięć miesięcy odkąd straciłam rodzinę. Dwa miesiące
temu próbowałam uciec. HALO! Dlaczego niby nie mogę zacząć żyć na własną
odpowiedzialność?! Mam już 17 lat i 4 dni. To chyba wystarczająco, no nie?!
-Rena, wstawaj!- Z moich
rozmyślań wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki Sanny.-Za 20 minut śniadanie
śpiochu, a ty jeszcze nawet nie jesteś ubrana.- Rzekła z uśmiechem. Jak ona to
robi? Też straciła rodzinę, też straciła dom, przyjaciół, też zostały jej tylko
wspomnienia, ale mimo to się nie poddała. Jakim cudem, się pytam?
Pędem wyskoczyłam z łóżka. No tak dzisiaj poniedziałek, czyli 3
godzinne męczarnie na matematyce z panią W. Przez chwilkę zastanawiałam się czy
nie zasymulować choroby, ale odrzuciłam od siebie ten pomysł.
-Jaka ty jesteś śliczna-
Zapowietrzyła się moja koleżanka, patrząc na moją błękitną sukienkę,
czarno-szare bolerko, lekko wymalowane tuszem oczy oraz usta pociągnięte
błyszczykiem malinowym.
-To samo można powiedzieć o
tobie Sanny.- Uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniał uśmiech. Tylko dzięki niej
tutaj wytrzymywałam. Och, jak bardzo chciałabym się stąd wynieść..
Gdy weszłyśmy do stołówki od razu skierowałyśmy się na nasze stałe
miejsce. Ze zdziwieniem liczyłyśmy osoby przy stoliku. Było ich tak jakby..
więcej?
Nagle spostrzegłyśmy blondynę
z toną tapety na twarzy. Nie no, teraz to już byłyśmy zaskoczone na maxa. Skąd
do jasnej cholerki ona się przypałętała?
-Hej! Dziewczyny!- Już z
daleka słyszałyśmy wołanie Canderine, w skrócie Candy, która machała nam z
zapałem. Przywitałyśmy się z resztą paczki. Właśnie w tych momentach nie było
tak źle. Razem tworzyliśmy jedność. Zresztą, można nawet powiedzieć to
dosłownie. Nasza grupa taneczna była znana szeroko poza sierocińcem. Usiadłyśmy
przy stoliku, już wciągnięte w rozmowę
przez Iana.
Tom z Mikiem rozmawiali z
blondyną. Nie powiem, byłam zazdrosna o Mika. Odkąd tu przyjechałam podobał mi
się.
-Hej, jestem Rena a to Sanny.-
Przywitałam się z blond „pięknością”(czytaj: „plastikiem” ).
-Och, cześć. Ja jestem Katy,
lecz przyjaciele wołają na mnie Kicia.
-Aww.- Usłyszałam od strony
Iana. Ledwo się powstrzymałam aby nie wybuchnąć śmiechem. Wiedziałam, że też
nie przepada za takimi laskami. Niestety, Blondi chyba potraktowała jego żart
poważnie.
-Nieprawdaż że ślicznie,
Ianku?- Na widok miny mojego kumpla nie powstrzymałam się i wybuchnęłam
śmiechem. Candy i Sanny zawtórowały mi.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na ubiór dziewczyn. Wyglądałyśmy
prawie identycznie, z tą różnicą, że ich sukienki były w innych kolorach. Musze
przyznać, laski miały styl. Sanny do swoich ciemnych włosów związanych w
luźnego, długiego warkocza ubrała różową sukienkę, brązowe botki i brązową
skórę, a Candy swoje rude włosy zostawiła rozpuszczone i na sobie miała lekko
żółtą sukienkę z talią osy oraz brązową torebkę, która pewnie tak jak te nasze
była wyładowana po brzeg książkami.
Od rozdziału pierwszego do piątego opublikujemy jednego dnia :*
I jeszcze jedno. Czytasz=Komentujesz :)
I jeszcze jedno. Czytasz=Komentujesz :)
Prologue
PROLOG
Cicho weszłam po schodach. Nie chciałam obudzić Lindsay. Po raz
ostatni zajrzałam do jej pokoiku i pocałowałam jej rozpalone śmiertelną
gorączką czółko. Musiałam się szykować. Nie chciałam tutaj zostać, nie po tym
co tu przeszłam. Byłam w sierocińcu. Tak, dobrze słyszycie, w sierocińcu. 7
miesięcy temu moi rodzice mieli wypadek, gdy wspinali się po górach zasypała
ich lawina. Był tam także mój młodszy o 4 minuty brat. Nikt nie przeżył.
Wszystkich zakopał śnieg i lód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)