PROLOG
Cicho weszłam po schodach. Nie chciałam obudzić Lindsay. Po raz
ostatni zajrzałam do jej pokoiku i pocałowałam jej rozpalone śmiertelną
gorączką czółko. Musiałam się szykować. Nie chciałam tutaj zostać, nie po tym
co tu przeszłam. Byłam w sierocińcu. Tak, dobrze słyszycie, w sierocińcu. 7
miesięcy temu moi rodzice mieli wypadek, gdy wspinali się po górach zasypała
ich lawina. Był tam także mój młodszy o 4 minuty brat. Nikt nie przeżył.
Wszystkich zakopał śnieg i lód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz